Nie wiem czy kiedykolwiek tak mieliście, że weryfikowaliście swoje życie pod względem ludzi którzy w nim są.
Ja czasem miałam takie chwile, ale nigdy nie myślałam, że przyjdzie mi napisać Wam to co właśnie za chwilę usłyszycie w tym poście.
Wokół mnie jest wiele ludzi, w końcu jesteśmy istotami społecznymi i kontakty z ludźmi są niezmiernie ważne.
Przez moje 21-letnie życie przewinęło się ich wielu i myślę, że jeszcze to nie koniec i będą ich tłumy.
Z jednymi z nich zawierałam głębsze relacje, z innymi nie.
Myślałam, że jeśli będę miła i poukładana to ludzie będą do mnie gnać, będę akceptowana.
Tak też było, ale tylko chwilowo.
Miałam poukładane życie, uszyte na miarę.
Wszystko było tak jak chcieli inni, tylko po to by się dopasować.
Tak minęła mi podstawówka, gimnazjum i liceum, choć w czasach licealnych już zaczęłam zbaczać. Przyszły studia i do pewnego momentu było podobnie.
Wiecie wyuczonych rzeczy nie tak łatwo się oduczyć.
Zaczęłam się zmieniać.
Można by nawet powiedzieć, że to On ,,ogołocił,, mnie.
Wymagało to nie lada pracy z Jego strony, jak i z mojej, zresztą praca trwa do dzisiaj.
Dzięki jednej osobie zaczęłam porzucać zakłamanie własnej osoby i dopasowywanie się,
a po prostu zaczęłam być sobą, taką jaka jestem.
Nie każdemu moja zmiana się podoba.
Myślę, że wiecie dlaczego ?
Po prostu już nie jestem dopasowana.
Nie robię niczego tylko po to by ktoś mnie akceptował, robię coś po to bo JA tego chcę.
Powiem Wam szczerze, że czuję się szczęśliwa.
Lajki, komentarze i wszelkiego rodzaju ,, wchodzenie w cztery litery,, komuś dały mi wielu ludzi, dały mi poczucie że nie jestem sama, ale.. tak naprawdę to nie byłam ja.
To nie mnie Ci ludzie polubili, ale moją perfekcyjną, nieskazitelną kopie.
Przy tym jednym człowieku czuje, że nie muszę udawać,
zresztą On już tak mnie zna, że wie kiedy nie jestem sobą.
Poniosłam straty tą zmianą, ale nie żałuje.
Niestety, ale tak naprawdę kiedy przeanalizowałam wszystkie znajomości i wszystkie osoby,
które mają w moim życiu wartość to okazało się że oprócz oczywiście rodziny, tak naprawdę nie mam nikogo.
On jeden mi został.
Pisząc Wam to mam lekkie łzy w oczach, bo wiecie nikt nie chce być sam.
A tak naprawdę nasze relacje ludzkie są kruche.
Często nam się tylko wydaje, że osoby wokół nas są na zawsze i że nic się nigdy nie zmieni.
Znajomości, przyjaźnie, związki.
Los.. życie.. bywają przewrotne.
Ufam całym sercem, że mój związek przetrwa wszystko i będzie trwał po kres.
Jeśli tak nie będzie, to pewnie już się domyślacie co będzie...
Tak, niestety ale zostanę sama.
Nie będzie nawet nikogo, żebym mogła się wypłakać.
Tak naprawdę mam tylko Jego.
Tego który zaakceptował mnie w pełni i pokochał prawdziwą mnie.
Jestem szczęśliwa, mimo że mam tylko jedną osobę.
Wszystko inne jest ułudą.
Ulotność osób w moim życiu jest przytłaczająca, ale to tylko i wyłącznie mój błąd.
Możecie mówić, że wiele ryzykuje, ale myślę, że w tym wypadku ryzyko się opłaca.
Wolę jedną osobę, która mnie prawdziwie kocha, niż tysiąc które mnie lubią taką jaką nie jestem.
Możecie mówić, że wiele ryzykuje, ale myślę, że w tym wypadku ryzyko się opłaca.
Wolę jedną osobę, która mnie prawdziwie kocha, niż tysiąc które mnie lubią taką jaką nie jestem.
Do wszystkich, którym moja zmiana mogłaby nie pasować chcę powiedzieć, że ja jestem dumna z tej zmiany, jestem dumna z tego że mam odwagę być sobą :)
Mimo wszystko dziękuję, że chociaż chwilowo ubogacacie moje życie.
Kochani, bądźcie sobą, niczego nie żałujcie.
Nikt za Was nie przeżyje Waszego życia :)
Nawet jeśli zostanie przy Was tylko jedna osoba, to będzie to ta odpowiednia osoba.
Trzymajcie się cieplutko :)
Do usłyszenia :)

Komentarze
Prześlij komentarz