W naszym narzeczeństwie pokonaliśmy tyle kryzysów i sytuacji niełatwych dla człowieka jak na przykład żałoba, że czekaliśmy na ten ślub jeszcze mocniej.
Naszym wspólnym celem było wziąć ślub, natomiast moim celem było sprawić, aby ten dzień był taki o jakim marzyła pod względem głównie estetycznym.
Oboje wiedzieliśmy, że możemy się sprzeczać w wielu kwestiach. Mój narzeczony był gotowy na to, że podczas tych przygotowań uronię niejedną łzę.
Ale to wszystko było tylko naszymi domysłami...
Przygotowania ruszyły i wiecie co nas najbardziej podłamywało?
Inni ludzie...
Ludzie mający różne doświadczenia życiowe, którzy odradzali nam małżeństwa.
Niejednokrotnie podczas naszych przygotowań słyszeliśmy:
,, A po co Wam to?", ,,No to teraz to ci się życie skończy", ,,Czyli jednak popełniasz ten błąd?"...
I z każdym kolejnym zdaniem kierowanym w naszą stronę ręce załamywały się.
Czy naprawdę już dzisiaj każdy tak postrzega małżeństwo?!
Jako błąd, bezużyteczność w dzisiejszym świecie.
Tak niewiele osób miało pozytywne nastawienie, tak niewielu nas wspierało.
Ale przeszliśmy przez to, choć nerwów trochę straciliśmy.
Dziś jesteśmy małżeństwem.
I nie pisze Wam tego, żeby się żalić, lecz by podzielić się z Wami tym co mnie zaskoczyło, by pokazać Wam też jak bardzo małżeństwo jest dziś niedoceniane, a wręcz odradzane i to już na początku drogi młodych ludzi.
Współczuje każdemu kto żył w nieszczęśliwym małżeństwie, ale ludzie dajcie popełniać błędy każdemu z osobna, a nóż ta para stanie się wyjątkiem i będzie tworzyła szczęśliwe małżeństwo.
Takim negatywnym gadaniem do niczego dobrego nie doprowadzimy.
Już lepiej po prostu przemilczeć i nic nie mówić.
W czasie przygotowań wiadomo nerwowe sytuacje były, jednak mój narzeczony bardzo mnie wspierał, doradzał mi co bardzo ułatwiło mi zadanie z wieloma rzeczami.
Szkoda jednak, że tych wielu słów negatywnych nie da się cofnąć.

Komentarze
Prześlij komentarz