Kochani czasem jest tak, że spotykamy kogoś na całe życie, kogoś kto staje się naszą pierwszą, jedyną (w naszym odczuciu) miłością. Myślimy, planujemy, nie przesypiamy nocy. Pragniemy, aby nasze urojenia spełniły się. I następuje ten moment, w którym wszystko ulatuje, kiedy nie mamy już żadnych złudzeń. Z czasem nawet nasze zauroczenie może przerodzić się w nienawiść. Przestajemy utrzymywać kontakty, zatracamy tą znajomość. Mija czas... I po tym czasie rozłąki w pewnych sytuacjach zatrzymujemy się i nagle nie oczekiwanie wszystko wraca. Wraca obraz tej osoby, imię, zapach. I próbujemy żyć... Udajemy, że trzymamy się, że dajemy radę, że to już zamknięty rozdział. Jednak okazuje się, że w głębi serca nadal ta osoba jest. I powiedzcie mi, czyż to nie jest właśnie ta miłość?? Długo jednak zastanawiałam się czy to dobre słowo. Czy dobrze to ujęłam. Miłość zazwyczaj kojarzy się z czymś wspaniałym. Natomiast tam,, miłość,, jest platoniczna, obezwładniająca i...
Razem tworzymy przyszłość...